RUCH - komunikaty

Memoriał Wolnego Słowa

  Słowo może i jest wolne, wypowiadający słowo już nie koniecznie.  Polska w 2014 roku nie jest taka różowa i rozćwierkana jak ją przedstawia Prezydent. Odsłonięcie pomnika wolnego słowa na ul. Mysiej, w miejscu gdzie kiedyś mieścił się urząd cenzury, … Czytaj dalej

Czy chcemy mieć państwo?

Stan, w jakim znajduje się obecnie państwo polskie skłania do zadania pytania, czy tzw. „społeczeństwo” w ogóle zainteresowane jest posiadaniem własnego, suwerennego państwa, czy też gotowe jest rozpłynąć się w bezkształtnej, bezideowej, pogrążonej w hedonistycznej orgii masie „Europejczyków”. Warunkiem istnienia … Czytaj dalej

Nowe święto narodowe

Artykuł ukazał się w 21 numerze tygodnika Polska Niepodległa i był pisany jeszcze przed śmiercią Generała Jaruzelskiego. Dzisiaj niczego bym jednak nie zmienił. Nowe święto narodowe Szykuje nam się nowe święto narodowe. Wcześniej czy później odejdzie z tego świata dyktator … Czytaj dalej

narodowiec i wolnościowiec

Mieć taką czy inna narodowość nie jest kwestią wyboru. Na pewno nie jest to wyborem politycznym, takim jak np. uznanie za dobre, lepsze od innych lub za jedynie słuszne, określonych poglądów dotyczących organizacji życia społecznego, kreowania władzy, ustroju gospodarczego itp. … Czytaj dalej

Nie Playam z Owsiakiem.

  Kiedy 22 lata temu usłyszałem o całkiem nowym pomyśle jakim była Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, od razu stałem się jej fanem. Owsiak tryskał pomysłami i zarażał wszystkich dynamizmem działania. Nie uczestniczyłem czynnie w zbieraniu pieniędzy, ale mi też udzielał … Czytaj dalej

narodowiec i wolnościowiec

1 maja 2014 23:11


Mieć taką czy inna narodowość nie jest kwestią wyboru. Na pewno nie jest to wyborem politycznym, takim jak np. uznanie za dobre, lepsze od innych lub za jedynie słuszne, określonych poglądów dotyczących organizacji życia społecznego, kreowania władzy, ustroju gospodarczego itp. Jednak w historii narodu i państwa mogą zdarzyć się sytuacje, a uważam, że dziś dotyczy to Polski, w których wpływowe, rywalizujące partie i stronnictwa tracą instynkt państwowy i przestają rozumieć, dostrzegać interes narodu, który rzekomo chcą reprezentować. Bywa nawet, że część klasy politycznej świadomie działa na szkodę narodu i własnego kraju, w imię ideologicznych fanaberii lub wprost na usługach obcych ośrodków władzy. Wówczas, tak jak żywy organizm uruchamia mechanizmy obronne w obliczu choroby, tak też naród musi  wprowadzić do wewnątrzpolitycznego obiegu odpowiednią dawkę siły uzdrawiającej, dla przywrócenia wszystkich funkcji warunkujących narodowy byt. Ruch Narodowy jest taką właśnie reakcją narodowego organizmu. Być może jego jedną z ostatnich szans na skuteczną kurację.  I dlatego właśnie widzę swoje miejsce w Ruchu Narodowym.

Coraz bardziej natarczywe opluwanie i bezczeszczenie Polski, Polaków, polskiej historii i tradycji naszego narodu, a także religii i wiary naszych przodków wywołuje we mnie sprzeciw, a nawet gniew. Do takiej wrogości i szkodliwych działań ze strony pewnych środowisk niepolskich przyzwyczailiśmy się jak sądzę. Niebywałe jednak, że celują w tym również niektóre środowiska w kraju. Co więcej, tym, którzy to robią, zapewniono wyjątkowy status, poczucie bezkarności, a nawet zbudowano system zachęt do dalszego opluwania, lżenia i poniżania. Panu Bogu nie są w stanie zaszkodzić, co najwyżej własnej duszy. Jednak Naród i Ojczyzna to nie byty nadprzyrodzone. Owszem, są to wielkie idee społeczne, wciąż odporne na trwający już parę wieków napór przeciwstawnych idei, ale także są to konkretne byty. Żywy naród i konkretna ojczyzna mogą na skutek wrogości i agresji doznać poważnych szkód moralnych, materialnych i fizycznych, rzutujących na ich dalsze losy. Nie można na to bezczynnie patrzeć. W końcu jestem Polakiem, więc to również mnie i moich bliskich opluwają, a niekiedy świadomie szkodzą nam. Wobec tego trudno nie czuć się narodowcem.

Narodowcem jestem także z powodu przekonań. Wierzę w postęp, jestem zwolennikiem tolerancji a przeciwnikiem dyskryminacji i społecznego wykluczenia. Idea narodu jest bardziej postępowa, bardziej tolerancyjna, mniej podatna na zjawiska wykluczenia, niż wszystkie nowomodne, liberalne i lewackie ideologie. Taki na przykład miazmat „społeczeństwa otwartego” w praktyce prowadzi do odrzucenia zdrowego rozsądku na rzecz ideologicznych zabobonów oraz do dyskryminacji i nietolerancji wobec coraz szerszych mas ludzi „niedorastających” do wyobrażeń i oczekiwań organizatorów i stróżów lewicowo-liberalnego, kosmopolitycznego porządku. Poza nawias wyrzuca się coraz szersze środowiska i grupy społeczne, które są ośmieszane, piętnowane, pozbawiane prawa  do udziału w tzw. „debacie publicznej”, a na koniec czekają je mniej lub bardziej dotkliwe represje ze strony aparatu państwa. Wszystkie, z początku śmieszne a potem straszne, absurdy tego „otwartego” społeczeństwa są bowiem narzędziami służącymi niszczeniu narodów (może poza jednym), ich kultury, religii, instytucji. Władza w takim „społeczeństwie” stopniowo odkrywa swoją totalitarną gębę, bo dla zapewnienia rzekomych „wolności” i „równości” potrzebuje coraz większej kontroli nad umysłami i postawami obywateli, co już samo w sobie jest dowodem, że jest to system sztuczny, obcy a nawet wrogi społecznej naturze człowieka.
Tymczasem naród jest nie tylko ideą uniwersalną i wciąż nośną, atrakcyjną w powszechnym odbiorze, ale także odwiecznie żywym bytem, ewoluującym, zdolnym zmieniać swą naturę, charakter i definicyjną pojemność w toku dziejów. I póki co, nic nie wskazuje na to, aby formuła narodu przeżywała się lub wyczerpywała zdolność do zaspokajania potrzeb wspólnoty. Z tego powodu twierdzę, że to właśnie naród jest formacją prawdziwie postępową (w lepszym tego słowa znaczeniu), nieustannie rozwijającą się. Dlatego być narodowcem, oznacza stać po stronie autentycznego postępu i rozwoju.

Przynależność do narodu jest naturalna, a związane z nią postawy patriotyczne płyną z poczucia więzi i przynależności (nie jest to więc tylko więź plemienna, ekskluzywistyczna, odrzucająca akces do narodu kogokolwiek, kto ma mieszane lub inne korzenie). Te postawy są spontaniczne, instynktowne, a nie wytresowane, wynikające z kalkulacji nie biorącej pod uwagę interesu zbiorowości, lub wymuszone strachem. Choć przynależność ta nie jest skutkiem zasług, budzi poczucie dumy, nawet u nacji słabszych, biednych i jak niegdyś mówiono, zapoznanych. Z przynależności do narodu nie można też wykluczyć, ani ze względu na religię, poglądy i czy wyznawane wartości, ani też z powodu stylu życia, ułomności charakteru czy niecnych uczynków. Idea narodu jest więc autentycznie tolerancyjna i odrzuca praktykę wykluczenia, czego nie da się powiedzieć o całym tym liberalnym „nowym, wspaniałym świecie”, w którym z ludzkości uczyniono ideę, wręcz bożka, a człowiek konkretny nader często staje się „nawozem historii” lub „przeszkodą na drodze dziejowej konieczności”. Nawet tacy, którzy świadomie szkodzą własnemu narodowi lub dają powody, aby im wytknąć brak patriotyzmu, nie są i nie mogą być pozbawieni narodowości. Nie oznacza to oczywiście przyzwolenia na wszelkie szkodliwe postawy. Jednak nawet wtedy, gdy trzeba okazać brak pobłażania, narodowiec widzi w tych ludziach czasem złych lub tylko głupich, bądź zagubionych… współrodaków.

Warto zwrócić też uwagę, że idea narodowa służy międzynarodowemu bezpieczeństwu i pokojowi. Dla narodowca własny naród, Ojczyzna, państwo są wielkimi wartościami. Dlatego szczególnie on, często lepiej od innych, rozumie, że również dla przedstawicieli innych nacji takie pojęcia jak naród i ojczyzna niosą ważną treść. Z tego powodu narodowiec szanuje inne narody i toleruje ich postawy płynące z pobudek patriotycznych, podczas gdy elementy antynarodowe (działające przeciw własnemu narodowi) lub szowinistyczne (wrogie innym narodom) zwalczają i deprecjonują takie postawy, oraz dążą za wszelką cenę do wywołania konfliktów narodowych, etnicznych, w celu zrzucenia winy za nie na wszelkich narodowców i patriotów (może z paroma wyjątkami).

Jestem też wolnościowcem (świadomie nie używam słowa „liberał”, nasycającego się czerwienią), gdyż w moim przekonaniu wolność jest ukoronowaniem człowieczeństwa. Otóż zakładam, że przekonania dotyczące spraw fundamentalnie duchowych, nie mogą być przedmiotem rozstrzygnięcia przez państwo lub instytucję ponadpaństwową, co do prawdy lub fałszu. Dlatego prawo stanowione, w moim wolnościowym przekonaniu, nie może, nawet pod wpływem tych czy innych wpływowych grup aktywistów ani zorganizowanej tzw. większości, stawać po stronie określonej koncepcji religijnej, quasi religijnej, lub jakiegokolwiek zespołu przekonań, zwłaszcza agnostycznych czy ateistycznych. Jednak lansowana współcześnie, m.in. w Europie, koncepcja państwa laickiego, tolerancyjnego i egalitarystycznego, jest tylko zawoalowaną formą walki z religią (konkretnie z chrześcijaństwem), co staje się widoczne nawet dla średnio zdolnych do analizy i krytyki umysłów. Nawet bez zagłębiania się w cele tego nowego „kulturkampfu, nie trudno zauważyć, że jego praktyczne implikacje niewiele mają wspólnego z wolnością wyznania i sumienia. Wystarczy do tego nawet pobieżna obserwacja oficjalnie podejmowanych działań w takich obszarach jak publiczne praktykowanie religii, model rodziny, koncepcja wychowania, tożsamość społeczna i osobnicza, rozrodczość, płeć i seksualność, redystrybucja dóbr, przywilejów i statusów społecznych, etc. Wniosek jest oczywisty. Tak jak nazwa: „agencja towarzyska” jest formalno-prawnym wybiegiem dla umożliwienia działalności burdelu, tak „laickie państwo” jest kiepsko zakamuflowanym narzędziem do walki z religią i wartościami oraz przekonaniami społecznymi z niej płynącymi. Ja to odrzucam z pogardą i wstrętem. Jestem zwolennikiem wolności. Wolno mi być świętym lub błądzić w sądach o sprawach ostatecznych, a władzy państwowej lub ponadpaństwowej nic do tego. Chcę żyć i wychowywać dzieci w zgodzie z własnym sumieniem, a żadna władza nie ma prawa mi tego odmówić lub powiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak sumienie. Nie jestem dzieckiem ani debilem, więc chcę sam decydować o tym, w jaki sposób korzystam z owoców mojej pracy, a nie być w przeważającej mierze wyręczanym przez „wszechwiedzący” i wszechwładny system, państwo i organizacje ponadpaństwowe. Buntuję się przeciw grabieży lwiej części moich przychodów poprzez system rządowych haraczy: podatków oraz składek na ZUS, które w najmniejszym stopniu służą mi, a w pierwszej kolejności potrzebom, które władza uznaje za korzystne dla niej samej. Nie zgadzam się na to, aby wpływowe, ale nie reprezentatywne dla większości społeczeństwa, środowiska były subwencjonowane przez państwo i ponadpaństwowe instytucje, czyli zasilane z moich podatków. Jestem pewien, że gdyby nie te subwencje, wpływ tych pasożytniczych organizacji i środowisk, oraz głoszonych przezeń ideologii, byłby znikomy.

Uważam natomiast, że posłannictwem wolnego człowieka jest budować wspólnotę wolnych ludzi, narodu zorganizowanego w państwo, którego celem jest tworzenie warunków dla nieskrępowanej ekspresji wolności jednostek, dla własnego szczęścia, ale przy założeniu, że dzieje się to na ich własny  koszt. To jest możliwe tylko wówczas, gdy działają mechanizmy kontroli, skutecznie warunkujące władzę do wystrzegania się pokus ideologicznych i totalitarnych. Po prostu jestem wolnościowcem i dlatego jestem w Ruchu Wolności.

Zbigniew Rorag

Use Facebook to Comment on this Post